Droga Krzyżowa - rozważania

Droga powrotna

Stacja I: Pan Jezus na śmierć skazany

„Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie” (J 18,37) – powiedział Jezus do Piłata, który Go sądził. Wcześniej, w innych okolicznościach wypowiedział podobne zdanie: „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8,32). Słowa te padły po tym, jak Jezus rozgrzeszył kobietę cudzołożną. Faryzeusze wydali na nią wyrok i niewiele brakowało, a doszłoby do egzekucji.
Każde działanie wbrew prawdzie to wyrok – wyrok na siebie samego, wyrok pogrążający mnie w ciemności kłamstwa, wyrok pozbawiający wolności. Jest to też wyrok na Jezusa skazujący Go na wygnanie, na wygnanie z przestrzeni mojego życia.
Prawda wyzwala, bo dzięki niej trwam w jedności ze Zbawicielem.

Stacja II: Pan Jezus bierze krzyż

„Oto idę, abym spełniał Twoją wolę, Boże” (Hbr 10,7). Każdy rodzaj kłamstwa jest wyrokiem na Jezusa: kłamliwe słowo, kłamliwy czyn, i to najgorsze kłamstwo – postępowanie wbrew prawdzie o sobie samym, postępowanie wbrew własnej godności dziecka Bożego.
Pozornie wygląda na to, że Jezus przyjął wydany na niego wyrok, bo był bezsilny i nie mógł uczynić nic wobec tych, którzy postanowili Go unicestwić. W efekcie „dźwigając krzyż wyszedł na miejsce zwane Miejscem Czaszki, które po hebrajsku nazywa się Golgota” (J 19,17).
Czy jednak na pewno pogodził się z nieobecnością w przestrzeni mojego życia? Nie! Właśnie wkroczył na drogę powrotną, wyszedł na drogę powrotu do mojego życia, mojego serca, mojej duszy.

Stacja III: Pan Jezus upada pod krzyżem

„W czym bowiem sam cierpiał będąc doświadczany, w tym może przyjść z pomocą tym, którzy są poddani próbom” – pisał autor Listu do Hebrajczyków (Hbr 2,18). Wszystkie cuda, jakich dokonał Jezus są symboliczne, wskazują na jakąś inną, głębszą rzeczywistość.
Upadek Jezusa to twarda rzeczywistość. Skrajne wyczerpanie i otaczająca Go nienawiść wydają się być ponad Jego siły fizyczne. A jednak wstaje, podnosi się. Ten moment wskazuje na rzeczywistość znacznie głębszą od tej, którą widać gołym okiem. Jaką? Rzeczywistość, w której czymś bardzo ważnym jest bliskość z Jezusem, który wstając podnosi także mnie, bym szedł z Nim tą samą drogą.

Stacja IV: Pan Jezus spotyka swoją Matkę

Maryja zawsze była przy Jezusie. „Czy może niewiasta zapomnieć o swoim dziecku ta, która kocha syna swego łona”? – pytał przed wiekami prorok Izajasz (Iz 49,15). Była przy Nim zawsze, choć nie zawsze fizycznie. Przecież to przy Niej Jezus „rósł i nabierał mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim” (Łk 2,40). Jezus jest Synem Bożym, jest też Synem Maryi. Chrześcijanie zastanawiali się nad tą prawdą, ale ostatecznie stwierdzili, że Maryja jest naprawdę Matką Bożą.
Droga krzyżowa Jezusa to droga powrotna do serca człowieka. Jego Matka towarzyszy Mu w tej drodze, dba o to, by Jezus wzrastał we mnie, bym nabierał mocy, by łaska Boża spoczywała na mnie.

Stacja V: Szymon pomaga nieść krzyż Panu Jezusowi

A jednak Jezus potrzebuje pomocy. „Wiara, jeśli nie byłaby połączona z uczynkami, martwa jest sama w sobie” – to prawdopodobnie najbardziej znane zdanie z Listu św. Jakuba Apostoła (Jk 2,17).
Szymon z Cyreny został przewidziany przez Jezusa. O kimś jak on mówi Jezus, opowiadając przypowieść o dwóch synach pewnego właściciela winnicy (Mt 21,28-32). Wolę ojca spełnił nie ten, który złożył deklarację bez pokrycia, ale ten, który faktycznie poszedł pracować w winnicy ojca. Szymon z Cyreny podjął właśnie trud pracy w Bożej winnicy. Czy pomógł żołnierzom w szybszym doprowadzeniu Skazańca na miejsce egzekucji? Nie! On pomógł Jezusowi w powrocie do ludzkiego serca. Najpierw do jego męskiego serca oraz do serca niezliczonych innych ludzi, którzy podobnie jak Szymon wraz z Jezusem niosą swój krzyż.

Stacja VI: Weronika ociera twarz Panu Jezusowi

A jednak Jezus potrzebuje pomocy. Jakże inna jest pomoc Weroniki od tej, której udzielił Szymon z Cyreny. Jej wielką wartością jest to, że wypłynęła z serca kobiety odważnej, z serca mężnego, choć nie męskiego, z serca ochoczego. „Każdy niech postępuje tak, jak mu nakazuje jego własne serce, nie żałując i nie czując się przymuszonym, albowiem radosnego dawcę miłuje Bóg” – pisał św. Paweł do mieszkańców Koryntu (1 Kor 9,7). Ta stacja wyraźnie też uświadamia nam jaką miłością odwdzięcza się Jezus w podobnych okolicznościach. Ci, którzy mają odwagę postępować na wzór Weroniki, upodabniają się do Zbawiciela. Jego oblicze jaśnieje w ich sercach. Taka jest wdzięczność Boga wobec serc prostych, szczerych, ochoczych.

Stacja VII: Pan Jezus znów upada pod krzyżem

Jezus dostał wielorakie wsparcie i wydawało się, że było ono skuteczne: bliskość Matki, męska ręka Szymona z Cyreny, czułość Weroniki. A jednak upadł. Przy tej stacji chcę zrozumieć coś ważnego o moich upadkach. W różnych okolicznościach i z różnych powodów popadam w grzechy, często wtedy, gdy czuję się zbyt pewny siebie, bo wszystko wokoło wydaje się mi sprzyjać. Właśnie wtedy szatan ze swoimi pokusami ma do mnie ułatwiony dostęp. Jezus już pokonał diabła, ale on chce jeszcze mnie pozbawić szczęścia. Pewność siebie nie jest moją siłą. Ona może być powodem pychy, która prowadzi do zguby. Tak naucza św. Jan Apostoł w swoim pierwszym liście. On również uświadamia nam, że jesteśmy mocni, gdy trwa w nas nauka Boża (1 J 2,14).

Stacja VIII: Pan Jezus upomina płaczące niewiasty

Wsłuchajmy się uważnie w słowa Jezusa skierowane do niewiast: „Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi! Oto bowiem przyjdą dni, kiedy mówić będą: „Szczęśliwe niepłodne łona, które nie rodziły, i piersi, które nie karmiły”. Wtedy zaczną wołać do gór: Padnijcie na nas; a do pagórków: Przykryjcie nas! Bo jeśli z zielonym drzewem to czynią, cóż się stanie z suchym?” (Łk 23,28-31). Czy są to słowa pocieszenia? Jest to raczej upomnienie i to bardzo twarde, surowe. Ale czy nie takich słów potrzebowały wówczas kobiety z Jerozolimy? Jeśli więc została spełniona potrzeba ich serca, to słowa te stały się też pocieszeniem. Upomnienie, także to bezkompromisowe, jest pocieszeniem, gdy dokonuje się w atmosferze miłości.

Stacja IX: Pan Jezus ponownie upada pod krzyżem

Ostatni upadek. Który mój upadek może być ostatni? Ten, z którego już się nie podniosę.
Obym nie był naiwny. Ja nigdy nie będę idealny. Co kryje się w chęci bycia człowiekiem idealnym? Otóż jest ona często połączona z pragnieniem bycia samowystarczalnym. Gdybym rzeczywiście doszedł do takiego stwierdzenia, że nikogo już nie potrzebuję, nawet Pana Boga, byłby to upadek, z którego naprawdę trudno się podnieść. Przed podobnym myśleniem przestrzega św. Jan Apostoł: „Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy” (1 J 1,8). Idealny nigdy nie będę, ale mogę być doskonały, jeśli będę pamiętał, że potrzebuję Jezusa, który mnie podnosi i prowadzi.

Stacja X: Pan Jezus odarty z szat

Jezus nie uznał swojego bóstwa za skarb, którego trzeba zazdrośnie strzec. Ta prawda stała się modlitwą ludzi wierzących w Filippi, do których św. Paweł Apostoł skierował jeden ze swoich listów. Chrześcijanie tej wspólnoty często ją powtarzali. Stała się dla nich hymnem, który ich ożywiał. Zauważył to św. Paweł i nas wszystkich do podobnego uwielbiania Jezusa zaprasza.
Jezus został dosłownie ogołocony ze wszystkiego. Może to rodzić w nas gniew. Ale nie tego oczekuje nasz Zbawiciel. W tym momencie warto wsłuchać się w słowa zachęty zapisane w liście do Filipian: zgiąć kolana i wyznać, że ten Skazaniec całkowicie ogołocony, pozbawiony nawet własnej szaty, o którą żołnierze rzucili los, że właśnie On – „Jezus Chrystus jest Panem ku chwale Boga Ojca” (Flp 2,11).

Stacja XI: Pan Jezus do krzyża przybity

Krzyż stał się znakiem Jezusa. Chciałoby się powiedzieć, że Jezus został przybity do Krzyża na zawsze. Wierzymy, że zmartwychwstał, to najważniejsza prawda chrześcijaństwa. Ale Krzyż na zawsze pozostał znakiem Jezusa. Umieszczany na zwieńczeniach świątyń wskazuje Jego dom. Obecny na szczytach górskich uświadamia nam, kto jest Stwórcą i Odkupicielem świata. Stawiany na skrzyżowaniach lub przy drogach przypomina, za kim warto iść, kogo naśladować. Wisi na ścianach naszych domów, byśmy pamiętali, że to Bóg jest trwałym fundamentem jedności rodziny.
Krzyż na zawsze stał się znakiem Jezusa i Jego całkowitego poświęcenia się dla mnie.
Czy krzyż, który kreślę na moim ciele od głowy do serca i pomiędzy ramionami, jest znakiem czegoś głębszego we mnie samym?

Stacja XII: Pan Jezus umiera na krzyżu

Jaka miłość jest czysta? Właśnie taka, jak miłość Jezusa, który oddaje wszystko i niczego nie bierze. Nam nie jest ona dostępna. Z miłości, która wydaje się naprawdę bezinteresowna, ja zawsze będę czerpał jakąś korzyść. Bo miłość mnie ubogaca. To jest prawdziwe i godne zabiegania bogactwo. Ale miłość Jezusa jest najczystsza, bo nie jest dla Niego źródłem żadnego ubogacenia.
„Uczeń nie przewyższa nauczyciela” (Mt 10,24). Dlatego miłość Jezusowa jest dla mnie niedostępna. Ale przecież ogarnia mnie całego w każdej chwili mojego życia, w każdej sprawie, w każdym moim położeniu. Ja nie potrafię kochać tak, jak zostałem przez Boga pokochany. Oby ten fakt nie zniechęcał mnie, ale stale przynaglał do stawania się darem na wzór mojego Mistrza.

Stacja XIII: Pan Jezus zdjęty z krzyża

Nasz Zbawiciel wytrwał do końca. Wytrwał do końca w swojej miłości. „Do końca nas umiłował”. Te słowa znanej pieśni eucharystycznej przypominają ważną prawdę o Jego miłości. Jako pierwszy kontemplował ją św. Jan, umiłowany uczeń Jezusa, podczas Ostatniej Wieczerzy, a potem na Golgocie. My oczyma wyobraźni przypatrujemy się tej scenie i uwielbiamy naszego Zbawiciela, Jego miłość, Jego wytrwałość.
Upodabniamy się do Jezusa właśnie przez miłość, ale nie taką, która sprawia, że sporadycznie, od czasu do czasu robimy coś szlachetnego. Słowo Boże zachęca nas do wytrwałości: „W ucisku bądźcie cierpliwi, w modlitwie – wytrwali” (Rz 12,12). „Potrzebujecie wytrwałości, abyście spełniając wolę Bożą, dostąpili obietnicy” (Hbr 10,36). „Kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony” (Mt 24,13).
Nasz Zbawiciel wytrwał do końca. On sam jest naszą siłą.

Stacja XIV: Pan Jezus złożony do grobu

W piątek jeszcze przed zachodem słońca Jezus został pochowany. Potem przyszła sobota. To dzień Jego Matki. Pogrążona w cierpieniu, ale nie pogrążona w samotności. Niewymowny ból nie zamknął Jej serca. To serce dalej tętniło miłością do uczniów Jezusa, którzy byli bliscy rozpaczy. To właśnie Maryja podtrzymała w nich nadzieję. Pomogła im przetrwać najczarniejszy dzień w historii świata, dzień po zabiciu Syna Bożego. Dlatego właśnie sobota, dzień pomiędzy piątkiem a niedzielą, jest Jej dniem.
Najświętsza Maryja Panna jest niewiastą nadziei. Ona podtrzymuje ją we mnie zwłaszcza w najbardziej mrocznych momentach mojego życia, gdy Bóg wydaje się być nieobecny, pogrzebany. Maryja jest naprawdę Matką Bożą, Matką Bożego życia we mnie. Nigdy nie przestanie nią być.

o. Kajetan Kowalski OFM