Droga Krzyżowa - rozważania

Czego naprawdę potrzebuję

Kim jesteś Ty Panie, a kim jestem ja? To pytanie stawiali Jezusowi różni święci. Rozważając Mękę Pańską przez odprawianie Drogi Krzyżowej postawmy sobie podobne pytanie: czego Ty oczekujesz ode mnie, Panie, czego potrzebuję ja.

I. Pan Jezus na śmierć skazany.

„Czy ty jesteś królem” – zapytał Piłat Jezusa. On zaś odpowiedział: „Tak, ja nim jestem”. I po chwili wyjaśnił: „Moje królestwo nie jest z tego świata. Gdyby moje królestwo było z tego świata, słudzy moi biliby się o mnie”.
Swoją działalność publiczną zaczął Jezus od słów: „Bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię” (Mk 1,15). A zatem królestwo głoszone przez Zbawiciela jest wszędzie tam, gdzie ludzie się nawracają i wierzą w Ewangelię. Brak nawrócenia, brak postępu w świętości oznacza wyszydzenie Syna Bożego i Jego królestwa, jest skazywaniem Go na nieobecność w moim życiu. Warto każdego ranka zapytać Jezusa: jakiego dobra dziś ode mnie oczekujesz, i każdego wieczoru: czy przybliżyłem się do Twojego królestwa.

II. Pan Jezus bierze krzyż.

Uczniem Jezusa jest ten, kto zbliża się do Niego, żeby go słuchać jak prawdziwego nauczyciela życia. Uczniem Jezusa jest ten, kto idzie za Nim jak za wiarygodnym przewodnikiem. Uczeń jest blisko swego Mistrza. Tłum zaś stoi z daleka, zachowuje dystans. Jest niezdecydowany i można nim manipulować do tego stopnia, że będzie krzyczał: „Ukrzyżuj Go”.
Jezus chce, bym był blisko Niego jako Jego uczeń. Chce, byśmy razem przeszli przez życie: ja i ludzie, których kocham. Mówi o tym np. w takich słowach: „Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie” (Mt 11,29). Trzeba też jasno uświadomić sobie, że gdy łączę się z Nim poprzez wspólne jarzmo, On większą część ciężaru bierze na siebie.

III. Pan Jezus upada pod krzyżem.

Nasz Zbawiciel jest blisko wszystkich ludzkich spraw. Sam grzechu nie popełnił, a jednak okazał solidarność z każdym z nas, z każdym grzesznikiem. O Synu Bożym, który jest na wskroś święty, napisał św. Paweł znamienne słowa: „Bóg dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą” (2 Kor 5,21).
Mamy głębokie przekonanie, że zwalczając zło, trzeba kochać człowieka. Nie można sobie pozwalać na kompromisy ze złem, nie można też poniżać człowieka. Tymczasem Jezus został potraktowany tak niemiłosiernie, jak traktuje się grzech. Oznacza to, że jest mi bliski nawet wtedy, gdy czynię zło. Ta prawda kryje w sobie wiele znaczeń. Wypływają z niej różne praktyczne wnioski np. taki, żeby nie rezygnować z modlitwy nawet wtedy, gdy popełnię grzech ciężki.

IV. Pan Jezus spotyka swoją Matkę.

Jezus i Maryja potrzebowali siebie nawzajem. Z całą pewnością Jego Matka ukształtowała w Nim uczuciowość, która daje się zauważyć w różnych sytuacjach opisanych przez ewangelistów, a św. Józef zdolność do bycia stanowczym. Jezus w swym wymiarze ludzkim był i uczuciowy, i stanowczy. Obie te Jego cechy widać np. w modlitwie w Ogrójcu – ileż było czułości w rozmowie z Ojcem! A jednocześnie umiejętność podjęcia stanowczej decyzji – niech jednak stanie się nie to, co ja chcę, ale to co Ty! Podobny dramat przeżywa Jezus ponownie, spotykając swoją Matkę.
Jezu, Ty sam przemieniaj najtrudniejsze chwile mojego życia swoją czułą i wierną miłością.

V. Szymon pomaga nieść krzyż Panu Jezusowi.

Szymon podarował Jezusowi skuteczną pomoc. Otrzymał natomiast dar przemiany. Głosi tradycja chrześcijańska, że stał się Jego uczniem on sam i jego rodzina.
Ja niechętnie przyjmuję pomoc wymuszoną. Wydaje mi się taka poniżająca. Współczesny świat gardzi tym, co nie jest podarowane spontanicznie jako niegodne człowieka. Zresztą nawet Pismo św. wychwala tych, którzy działają dobrowolnie: „Radosnego dawcę miłuje Bóg” (2 Kor 9,7). Może piąta stacja Drogi Krzyżowej jest okazją podjęcia podwójnego postanowienia: dobrowolnie i z radością ofiaruję swoją pomoc, ale przyjmę nawet taką, która jest w jakiś sposób wymuszona.

VI. Weronika ociera twarz Pana Jezusa.

Przez prostą i szczerą miłość Weronika upodobniła się do Jezusa. Obraz Jego oblicza pozostał na trwałe w jej sercu. Dlatego ludzie patrząc na nią, widzieli Boga, który jest miłością.
Przewodnik, to ktoś kto zna drogę do celu. On idzie na przodzie. Podążając za nim, dojdę do celu, do którego on prowadzi. Dlatego jest rzeczą ważną mieć zaufanego przewodnika. Ale nie zawsze widzę go bezpośrednio. Czasem wystarczy, że będę widział kogoś, kto idzie za nim. Wówczas razem będziemy szli we właściwym kierunku.
Ludzie patrząc na Weronikę widzieli oblicze samego Boga. Czy patrząc na mnie widzą Jezusa? Czy prowadzę ich ku dobru, czy prowadzę ich ku Bogu?

VII. Pan Jezus znów upada pod krzyżem.

Dość dobrze znane jest powiedzenie, że uczymy się na błędach. Czy w związku z tym moje grzechy są konieczne, żebym się czegoś nauczył? Nie, nie są konieczne. Świadczy o tym święte życie Matki Bożej. Była wolna od jakiegokolwiek grzechu, a jednocześnie była pierwszą uczennicą Jezusa.
Jeśli jednak nie rozpoznaję moich wad, jeśli nad nimi nie pracuję, jeśli nie jestem wytrwały w doskonaleniu siebie, wówczas w pewnym momencie grzech jest nieunikniony. Wtedy upadek może nauczyć mnie pokory, czyli poznania prawdy o sobie. Mogę takie sytuacje wykorzystać, by uświadomić sobie coś ważnego, ale pamiętajmy, że to nie dzieje się automatycznie. Trzeba w sumieniu ukształtowanym przez wiarę spojrzeć do głębi własnego serca. Wówczas dopiero grzech może mnie czegoś nauczyć.

VIII. Pan Jezus spotyka niewiasty jerozolimskie.

Niewiasty z Jerozolimy były prawdopodobnie rytualnymi płaczkami, które towarzyszyły skazańcom przed egzekucją. Czy wyrażały współczucie? Raczej niemoc. Nie taki płacz miał na myśli Jezus, gdy mówił, że błogosławieni są ci, którzy płaczą. Błogosławiony jest płacz, który wyraża tęsknotę. Miłość karmi się tęsknotą, z której rodzi się poszukiwanie bliskości z ukochaną osobą.
Nie taki był płacz kobiet z Jerozolimy. On był jałowy. Jezus tego nie potrzebował. Przeciwnie, to one czegoś potrzebowały. Potrzebowały upomnienia, które jest pocieszeniem. Bo pocieszeniem jest każde słowo, które zwraca człowieka ku Bogu. Właśnie po to wypowiedział Jezus do płaczących niewiast słowa: „Płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi” (Łk 23,28).

IX. Pan Jezus ponownie upada pod krzyżem.

Oswojenie, przyzwyczajenie, nawyk. Są w naszym życiu okoliczności, kiedy taka postawa ułatwia nam funkcjonowanie. Jesteśmy wtedy bardziej sprawni w działaniu. Można powiedzieć, że jest to jeden z przejawów doskonałości, bo dopracowaliśmy w sobie różne umiejętności i nie musimy już tracić czasu na uczenie się.
Niestety, podobną postawę może też przyjąć człowiek w wymiarze zła: grzeszy z przyzwyczajenia, bo oswoił się z grzechem, grzech przychodzi z łatwością, bo stał się nawykiem. Jakże trudne jest wtedy nawrócenie.
Upadając po raz trzeci, Jezus zniża się do wszystkich, którzy stali się niewolnikami zła. Potrafił uwolnić Marię Magdalenę od siedmiu złych duchów. Dał nowe życie kobiecie, której stan nie mógł być już gorszy. Takiego samego daru może udzielić człowiekowi, który uzależnił się od zła, człowiekowi, który grzeszy nałogowo.

X. Pan Jezus odarty z szat.

Czego naprawdę potrzebuję? Widzimy Jezusa, który nie ma już nic. Nawet własnej szaty, którą prawdopodobnie otrzymał od Matki. Rzucili o nią losy. Sprofanowali miłość łączącą Matkę z Synem i Syna z Matką. Jezus zostaje kompletnie ogołocony.
Czego naprawdę potrzebuję? Rozejrzyj się dokoła, popatrz na siebie samego. Jak często dziś człowiek nie jest tego świadomy? Jak często ja nie uświadamiam sobie tego? Argumentów wskazujących na poważny kryzys w tym zakresie jest bardzo wiele. Można je długo wymieniać.
Czego naprawdę potrzebuję? Uszanowania mojej godności. Ale też abym i ja nawzajem szanował godność innych. Może jednak przedtem należy postawić pytanie bardziej podstawowe: co to jest godność człowieka?

XI. Pan Jezus do krzyża przybity.

W tym momencie szczególnego okrucieństwa rzymskich żołnierzy chcemy dopatrzeć się czegoś symbolicznego. Że mianowicie to moje grzechy, moje wady sprawiły ukrzyżowanie Jezusa. Jest rzeczą bardzo ważną znać je. Dlatego ta stacja jest szczególnym przynagleniem, aby wytrwale dbać o zdrowe sumienie. Sumienie jest w dobrej kondycji, gdy potrafię zgodnie z prawdą nazwać grzech w moim życiu, ale nie tylko grzech. Zdrowe sumienie pozwala mi wyraźnie widzieć także dobro, które czynię. Wskazane jest robić sobie podsumowanie każdego dnia: co było w nim dobrego, co było w nim złego. Jest to bardzo ważne dla mnie. Pomaga mi to stawać się człowiekiem odpowiedzialnym. Jest to również ważne dla mistycznego ciała Jezusa – dla Kościoła, wspólnoty ludzi wierzących. Dzięki temu męka naszego Zbawiciela nie idzie na marne.

XII. Pan Jezus umiera na krzyżu.

Przez grzech człowiek pozbawia się więzi z Bogiem, który jest dawcą życia. Odchodzimy od źródła życia. Na krzyżu Jezus wyraził tę dramatyczną naszą sytuację słowami: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił” (Mt 27,46).
A jednak żyjemy. Ktoś daje nam życie, choć na to nie zasługujemy. Żyjemy więc na kredyt. Mamy dług do spłacenia. Można się obawiać, że któregoś dnia wierzyciel postawi stanowcze żądanie wyrównania rachunków.
Ten dług spłacił za nas Jezus. Odkupił nas. Wykupił niewolników. Prawdę tę wyraża fragment śpiewanego w Wielką Sobotę orędzia „Exultet”: „Aby wykupić niewolnika, wydałeś swego Syna”.
Czego więc najbardziej potrzebujemy do życia? Więzi z Jezusem! Właśnie przy tej stacji widzimy, że życiodajna jest to więź.

XIII. Pan Jezus zdjęty z krzyża.

Postawiliśmy sobie na początku pytanie: czego chce ode mnie Jezus, czego ja potrzebuję. Tutaj wydaje się, że to bardziej ja jestem Jemu potrzebny, niż On mi. Potrzebował swoich uczniów. Jeszcze w Getsemani prosił, by czuwali z Nim. A oni spali. Gdy potem został pojmany, pouciekali. Został tylko Jan, uczeń umiłowany. Jednak wrócili po kilku dniach, po zmartwychwstaniu i tak pozostali przy Nim na zawsze. Czego Jezus potrzebuje od swoich uczniów? Przede wszystkim miłości. Nad brzegiem Jeziora Galilejskiego po zmartwychwstaniu zadał Piotrowi tylko jedno pytanie trzykrotnie powtórzone: „Czy miłujesz mnie?” O nic innego nie pyta, niczego innego nie oczekuje.
Patrzymy na ludzi, którzy zdejmują Jezusa z krzyża i przekonujemy się, że mimo wszystko są oni zdolni do miłości. Obym uwierzył, że także ja jestem zdolny kochać Boga i otaczających mnie bliźnich.

XIV. Pan Jezus złożony do grobu.

Kilka osób spełniło ostatnią posługę wobec Jezusa. Wprawdzie w pośpiechu, ale godnie odprawili Jego pogrzeb.
Modlić się za umarłych, to jeden z uczynków miłosierdzia względem duszy. Odchodzą ludzie z tej ziemi na zawsze i więzi z nimi zostają zerwane. Śmierć kładzie kres m.in. więzi małżeńskiej. Ale nie wszystkie relacje łączące nas z bliskimi przestają istnieć. Ta najważniejsza i najgłębsza trwa dalej – to więź miłości. Przybiera ona inne formy. Wyraża się przede wszystkim w modlitwie. Potrzebują jej zmarli, ale też potrzebuję jej ja, bo gdy modlimy się za zmarłych, ich pomoc dla nas jest skuteczna – tak naucza Katechizm Kościoła Katolickiego.
Na zakończenie Drogi Krzyżowej przekonuję się, że ktoś potrzebuje mnie i ja potrzebuję innych. Taka jest miłość.

o. Kajetan Kowalski OFM